To emka: smutasy i Japonia

  • Kon ban wa Małgosiu,
    dobrze, że mi napisałaś, bo byłam pewna, że od czasu smutasów b. nie będę dostawała jakichkolwiek krytyk, jedynie od niego z minusem jako premię. Jeszcze może przyjdzie.
    Cieszę się, że jesteś w mieście w którym, o dziwo, poruszałam się sama niezwykle swobodnie. Metro jest wręcz genialne i świetnie zorganizowane, Japończycy typu Akishy i Takero, mili i dobrze wychowani. Ale spróbuj nie być w podziemiach miasta a na ulicy i przede wszystkim w dzielnicach gdzie coś się dzieje czyli na Shinjuku, Ueno, Ginza, Shibuya i masę innych miejsc, o których już sama się naczytałaś, bo znając Ciebie, jesteś świetnie przygotowana do lekcji.
    Zazdroszczę Ci strasznie tej wycieczki zwłaszcza, że od tygodnia w dzielnicy Minato Ku, w Akasaki mieszka moja nowa i świeża zupełnie, wnuczka, Lorraine, bardzo podobna do swego taty.
    Zyczę Ci przyjemnego pobytu i dużo, dużo spadających kolorowych listków, wszędzie one spadają, ale w Kyoto są najpiękniejsze co daje wspaniałe zdjęcia z banalnymi wykrzyknikami o piękności mimo że kiczowatej. Ale cóż, to bierze łatwiej niż ulice Przemyśla...
    Pozdrawiam serdecznie i proszę bardzo nie zostawiaj mnie na łup smutasów, bo mimo wszystko jest mi bardzo przykro jak one przychdzą zwłaszcza że masę ludzi mi przychylnych zniknęło zupełnie z horyzontu TE.
    Wyraźnie nie wytrzymały napadów poniektórych z kręgów fotograficznych pewnych siebie mentorów i mediatorów.
    Shitsurei shimasu i yasuminasai - do widzenia i dobrej nocy. E.